Bezrobotna w Rio cz. 1

Po wczorajszym sukcesie polskiej kuchni i naładowaniu akumulatorów przyszedł czas na organizację kolejnych dni. Ponieważ postanowiłam zmienić trochę moje plany i zostać w Rio do końca karnawału, muszę znaleźć nocleg. Nie mogę zostać na tak długo u Byrona. Zgodnie z naszą umową, którą zawarliśmy za pośrednictwem portalu couchsurfingowego miałam tu nocować tylko 7 dni. A że się polubiliśmy i mój gospodarz jest niezwykle uprzejmy, zaproponował mi dłuższy pobyt, z którego z przyjemnością skorzystałam. Mając w pamięci powiedzenie, że ryba i gość po trzech dniach śmierdzą, jestem świadoma tego, że nie mogę nadużywać tej gościnności.

Poza tym pora podreperować mój budżet, który topnieje tu w zaskakującym tempie. Już o tym wspomniałam, ale będę to podkreślać przy każdej okazji, Rio do tanich miast nie należy…

Najlepszym pomysłem na połączenie przyjemnego z pożytecznym jest praca w hostelu. Miejsca takie poszukują wolontariuszy, którzy mówią w różnych językach, do pomocy w rejestracji gości, w prostych pracach w kuchni, a także do utrzymania porządku, w zamian za nocleg, a nierzadko również i wyżywienie. To rozwiązałoby większość moich problemów. Miałabym dach nad głową i zaoszczędziłabym pieniądze, które obecnie wydaję na jedzenie. Kontakt z językiem portugalskim i masa nowych znajomości gratis. Tyle tylko, że nadal żadnych wpływów. Lepszy rydz niż nic.

W pierwszej kolejności zalogowałam się na stronie serwisu workaway. Wyszukałam wszystkie zarejestrowane hostele w dzielnicach Leblon, Ipanema oraz Copacabana i napisałam maila z zapytaniem czy mają dla mnie miejsce.

Zamieściłam też ogłoszenie na kilku profilach na fb typu foreigners in Rio de Janeiro.

Następnie wyszukałam w Internecie wszystkie hostele w tej samej lokalizacji. Pomyślałam, że lepiej pokazać się osobiście, więc spisałam nazwy w notesie, zrobiłam fotki mapy aparatem fotograficznym – nauczona doświadczeniem, że na mój telefon nie zawsze mogę liczyć… W końcu zabrałam się za przygotowanie „wizytówek” i uproszczonego listu motywacyjnego po portugalsku, w razie gdybym miała problem z komunikacją po angielsku.

Totalna prowizorka. Żadnego CV. Pierwszy raz poszłam na rozmowę kwalifikacyjną w japonkach, krótkich spodenkach i bluzce na ramiączkach. I podejrzewam, że nie ostatni podczas tej podróży.

Rio uszanowało moje plany szukania pracy i zesłało zbawienne chmury, które nie pozwoliły słońcu uprzykrzać mi tego pracowitego dnia.

Jak wygląda typowy brazylijski hostel? Przede wszystkim często ciężko do niego trafić. Pewną podpowiedzią może być graffiti na ogrodzeniu lub drzwiach. Ale zdarza się, że hostele znajdują się w bramach lub w wewnętrznych podwórkach kamienic. Wtedy nie dostrzeżemy z ulicy rysunków. Brak jakichkolwiek drogowskazów mógłby wskazywać, że właściciele takich miejsc nie chcą mieć zbyt wielu gości, ale popyt jest tak duży, że hostele pękają w szwach. Tak więc kto jest bystry i zdeterminowany, ten będzie miał dach nad głową.

Trudności z lokalizacją to nie jedyny sprawdzian. Drugim jest furtka. Dzwonek często umieszczony jest w różnych dziwnych miejscach. Kiedy już go znajdziemy i ktoś po drugiej stronie wciśnie magiczny guzik jesteśmy już w przysłowiowym domu.
Gorzej jeśli dzwonka nie ma. Mniej odważni nie nacisną klamki przekonując się, że furtka jest otwarta.
Bardziej odważni wejdą, ale nie spotykając nikogo, albo co gorsza, spotykając półnagich ludzi, którzy nie zwracają na nich uwagi, szybko wyjdą zmieszani.
Ja byłam bardzo zdeterminowana. Chodziłam po piętrach, pukałam do drzwi, spotykając wyluzowanych mieszkańców hosteli pytałam w różnych językach o recepcję. Raz nawet obudziłam śpiącą w hamaku dziewczynę. Innym razem obejrzałam kawałek filmu „Salt” z Olbrychskim, opowiadając siedzącym na kanapie młodym ludziom o polskim aktorze.
Recepcjoniści za każdym razem mówili po angielsku. Często był to ich rodzimy język. Wszyscy byli bardzo mili i sympatyczni. Pytali mnie skąd jestem, jakie mam plany. Bardzo chcieli pomóc, ale niestety, do końca karnawału, wszystkie hostele mają pełny skład. Mimo to zostawiałam „wizytówki”, z nadzieją, że ktoś się wykruszy i będę mogła wskoczyć na jego miejsce. Sama też brałam od moich rozmówców oficjalne namiary, żeby spróbować aplikować, jeszcze raz z domu, wysyłając maila.

Zanim się obejrzałam było już ciemno. Odwiedziłam ponad 30 hosteli. Kilku z nich nie znalazłam. Kilka już nie istnieje, a niektóre zamieniły się w hotele, w których zasady zatrudnienia są trochę inne. Bez żadnych rezultatów.
Zaczął padać deszcz. Kolejny ukłon miasta w moim kierunku. Wracałam do domu plażą. Pogoda nie przeszkadzała mężczyznom w grze w footvolley. Zatrzymałam się na chwilę żeby pooglądać tę egzotyczną dla mnie dyscyplinę sportu. Miejscowi są w tym na prawdę świetni.
Pośród publiki był młody chłopak z psem. Sympatyczny zwierzak od razu przykuł mój wzrok, a ja przykułam wzrok właściciela. Mężczyzna podszedł do mnie wręczając smycz.

– Skoro ci się tak podoba, to weź go sobie. Na zawsze. Tylko ostrożnie, jest bardzo silny. To taki prezent ode mnie dla ciebie.

Ukrywając zaskoczenie, z poważną miną, podziękowałam i złapałam mocno smycz.

– Chodź ze mną do Polski – powiedziałam po portugalsku do psa.

Zaczęłam iść z pupilem w stronę mojego domu. Odeszliśmy zostawiając byłego właściciela daleko w tyle. Słysząc wybuch śmiechu kumpli żartownisia odwróciłam się w jego stronę. Chłopak stał mocno zdezorientowany z niezidentyfikowaną miną. Zaczęłam się śmiać i zawróciłam. Pies nie był chętny do powrotu, ale jakoś to z nim załatwiłam. Zamieniliśmy jeszcze kilka słów i dumna ze swoich umiejętności lingwistycznych powróciłam do samotnego marszu.

Trochę zmęczona a trochę zawiedziona zaczęłam zastanawiać się co dziś robili moi znajomi. W tym momencie zobaczyłam siedzących przy plaży Eduardo i Camilę pijących mleko kokosowe. Cudowny zbieg okoliczności! Edu był autem więc odwiózł mnie i naszą holenderską koleżankę do domu. Widział moje rozczarowanie brakiem miejsc pracy w hostelach. Obiecał mi pomóc i poobwozić mnie na drugi dzień autem po wszystkich moich potencjalnych miejscach zatrudnienia w centrum. Chcąc mnie rozweselić powiedział, że w najgorszym przypadku, w zamian za wikt i opierunek, będę pracować u niego w domu: robić gołąbki, lepić pierogi, piec ciasta i uczyć języka polskiego jego psa, Jibe, co zdarzyło mi się już kilka razy robić. Czym sobie zasłużyłam, że trafiam na tak wspaniałych ludzi?

W mieszkaniu sprawdziłam maila. Żadnego odzewu z portalu workaway ani z fb. Wyżaliłam się Byronowi, który miał za sobą równie ciężki dzień. Spojrzeliśmy na siebie proozumiewawczo i padło hasło: „vodka time”. Wypiliśmy dwa kieliszki i wyszliśmy na miasto. Najpierw pojechaliśmy do centrum na spotkanie couchsurferów, na którym mój gospodarz wprosił się na urodziny jednego Hiszpana w najbliższą sobotę. Później do Academia da Cachaça, baru w naszej dzielnicy Leblon, w której zjedliśmy coś pomiędzy kolacją a śniadaniem, gdyż była to już 3 nad ranem.

Nastał nowy dzień. W oczekiwaniu na telefon od Edu zabrałam się za przygotowanie jednego z moich popisowych ciast na urodzinową imprezę-niespodziankę jego mamy. Podczas relaksu w kuchni pomyślałam nawet, że mogłabym je sprzedawać, ale widząc przeszkody i ograniczenia jakie panują w środowisku, w którym się wychowałam szybko zdusiłam ten pomysł w zarodku…

(cdn.)

You Might Also Like

  • Piotr

    Jak zawsze zdeterminowana, szukaj aż znajdziesz, nie poddawaj się!

    …sklep z ciastwmi, mówię Ci! 🙂

  • Zycze wytrwalosci w poszukiwaniach w takim razie!

  • Nie znałam wcześniej Twojego bloga, a już wiem, że zostanę tu na dłużej. Świetnie piszesz i z chęcią przeczytam kolejne wpisy o Twoich brazylijskich przygodach 🙂 Trzymam kciuki za dalsze poszukiwania!

    • Bardzo mi miło 🙂 Zapraszam do wspólnej przygody 🙂

  • podoba mi się dog-story! 😀

  • fajnie opisane, tak jakbyś to opowiadała, jakbyś się nie zastanawiała nad słowami… czytając czułam się jakbyś mi to opowiadała. lubię taki styl pisania! 🙂

  • Ewa Zięba

    bardzo się cieszę, że znalazłam Twój blog (całkowicie przypadkowo), dzięki temu jeszcze poważniej myślę o spełnieniu mojego marzeniu i wyruszeniu pewnego dnia do Brazylii!
    boa sorte com tudo 😉

    • Ja również się cieszę!
      Koniecznie daj znać jak zaczniesz działać! Mam wielu znajomych w Brazylii, którzy chętnie Ci pomogą!

      Muito obrigada, pra você também!

      Beijos!

      • Ewa Zięba

        Podczas pobytu w Portugalii poznałam Brazylijczyka 😉

        kiedy wracasz z podróży?

        Czekam na kolejne relacje!!

        Abraço!

  • Ewa Zięba

    Boa noite 🙂
    kiedy będzie część2 opowieści?
    Beijinhos,
    Ewa

  • tak, podoba mi się styl historii