Brazylijskie gołąbki, czyli polski dzień w Rio

Ostatnie dni były trochę zwariowane. Podróżowałam w obrębie stanu Rio de Janeiro i cały czas miałam jakieś towarzystwo. 24h na dobę. Dopiero wczoraj wróciłam do Leblon, do apartamentu prawnika, u którego mieszkałam większość czasu będąc w Rio. Zostawiłam tu swoje zimowe ciuchy i rzeczy, których nie używam na co dzień, żeby podróżować z mniejszym bagażem po okolicy.
Kiedy przekroczyłam próg mieszkania i okazało się, że jestem w nim sama, odetchnęłam z ulgą. Rozpakowałam się, wzięłam prysznic, włączyłam muzykę klasyczną i zaczęłam internetowy update.

Byron wrócił dopiero późnym wieczorem. Zamieniliśmy kilka słów i każdy udał się do swoich zajęć.

Pomimo tego, że położyłam się spać dopiero przed godziną 3 w nocy, wstałam o 9 wypoczęta. Od kilku dni chodzą za mną gołąbki. Moja mama wysłała mi ostatnio zaproszenie na domowy obiad, bo właśnie ugotowała dwa garnki tego specjału. Gołąbki, prosta rzecz, a mimo to zaczęłam mieć wątpliwości czy mogę je zrobić w Brazylii. Będąc w sklepie wielokrotnie rozglądałam się za kapustą, ale jej nie znalazłam. Mój lokalny przyjaciel, Eduardo, słysząc moje opowieści o cudownych gołąbkach, upierał się, że wszystko tu dostanę.

Dziś jest ten dzień, pomyślałam. Potrzebuję relaksu w kuchni.
Wyruszając na poszukiwanie kapusty, powiedziałam Byronowi, który właśnie wychodził z dziećmi na plażę, żeby nic nie planował na obiad, bo dziś jemy po polsku. Niezwykle się ucieszył.
Aby trochę zaoszczędzić, opuściłam drogę dzielnicę Leblon i weszłam do sklepu w Ipanema. Faktycznie, dostałam wszystko, co chciałam:

mięso mielone – 18 BRS
przecier pomidorowy – 4 BRS
kapusta biała – 3 BRS
1 cebula – 2 BRS
2 kg ziemniaków – 9 BRS
1 kg ryżu – 5 BRS

W sumie zapłaciłam 41 BRS, czyli prawie dwa razy tyle, ile zapłaciłabym za te produkty w Polsce. Hell(o) Rio, piekielnie gorące, piekielnie drogie i piekielnie piękne…
Po powrocie do mieszkania zabrałam się do pracy. W tle, od wczoraj, muzyka Chopina, później Bach… Na kuchence dwa garnki, jeden z kapustą, drugi z ryżem.

Cebula na na desce ciach, ciach, ciach.

Mieszam, pakuje do liścia i gotowe! Kiedy Byron wrócił z dziećmi, z plaży, ziemniaki zaczynały się gotować, a w domu unosił się zapach kapusty, mięsa i pomidorów. Z ciekawości zajrzał do garnka i pochwalił woń.
Pięcioletnia córeczka mojego gospodarza, zmęczona słońcem i zabawą wśród fal usnęła zanim podałam obiad. Do stołu usiadł z nami tylko siedmioletni syn.

Ze skwaszoną miną spojrzał na talerz i zapytał w ojczystym języku co to jest. „Polskie danie” – usłyszał od swojego taty. Widząc zakłopotanie obu panów szybko pomogłam młodszemu zdjąć kapustę, pokazując zawartość zawiniątka.
– Tu jest mięso.
– Nie ma cebuli?
– Oczywiście, że nie ma – nagięłam prawdę.
– I pomidorów też nie ma – dodał Byron.
Chłopiec spróbował. Chwilę później talerzy był pusty.
Po jakimś czasie obudziła się śpiąca królewna. Pierwszym pytaniem było co jest na obiad.
– Polskie danie – powtórzył Byron
– Jadłem. Było pyszne! – pochwalił się siostrze starszy brat.

Miód na moje uszy. Dorośli zazwyczaj chcą być mili, ich zachowania są przemyślane. Dbają o konwenanse. Tymczasem dzieci są do bólu szczere i spontaniczne. Najlepsi krytycy!
Byłam przeszczęśliwa. Kolejny, zaraz po wigilijnych pierogach, sukces polskiej kuchni.

Gotowanie bardzo mnie odprężyło, a smak gołąbków ukoił chwilową nostalgię.
Zakończenie tego dnia było równie miłe, gdyż mój gospodarz, w ramach rewanżu, zaprosił mnie na wspólną, domową, brazylijską kolację. Typowym zestaw: mięso (w tym przypadku kurczak), ryż, czarna fasola i kukurydza.
Siedzieliśmy do późnego wieczora opowiadając sobie wzajemnie o naszych tradycyjnych potrawach.

Byron przyznał mi się, że jest mną trochę zawiedziony, gdyż specjalnie na mój przyjazd kupił polską wódkę, która od dwóch tygodni chłodzi się w lodówce, a ja do tej pory nie wyraziłam chęci wspólnego picia.

Umówiliśmy się więc na wódkę. W najbliższej przyszłości.

 

You Might Also Like

  • Eduardo Fiori

    Loved gołąbki !! thanks for make me try a bit of Poland 🙂