Guess who’s back! Tęskniliście? :)

Taka malutka

1 września 2016 wylądowałam we Frankfurcie. Twarde to było lądowanie i nie mam tu na myśli braku doświadczenia pilotów.

9 miesięcy. 7 krajów Ameryki Południowej. Ok. 10 tys. km, przejechanych głównie autobusami. Kilkunastu nowych przyjaciół, setki znajmych z całego świata. Miliony niezapomnianych widoków, niespotykanych zapachów, nieznanych smaków. Miliardy miłych słów. Wspomnienia.
To co się wydarzyło i czego się nauczyłam, podczas tej podróży, przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Relaks w słonej lagunie

Relaks w słonej lagunie. Laguna Cejar, San Pedro de Atacama, Chile

Wróciłam. Ale i do końca nie wróciłam. Jakaś cząstka mnie błąka się gdzieś między Casa da Cachaca (bar) a Morro Dois Irmãos (wzgórze) w Rio, część chłodzi się w wodnej mgiełce wodospadów w Foz do Iguacu. Kawałek mnie wciąż rozkoszuje się najlepszą na świecie wołowiną i winem w Mendozie (Argentyna), inny suszy się w czarującym San Pedro de Atacama (Chile). Zdecydowanie bardziej materialnie zostałam w La Paz (Boliwia), gdyż do dziś są tam prawdopodobnie dwa moje telefony, oraz w Cusco (Peru), gdzie szczególne miejsce w kolekcji pewnego dentysty zajmuje mój ząb.

Jungle Party

Pracując jako Event Manager (Jungle Party) w Loki Hostel, z chłopakami z klubu Chango. Cusco, Peru.

Mijają miesiące, a ja układam sobie codzienność na nowo. Problemy, nierozwiązane kwestie, które tu zostawiłam same nie znikną, ale mam teraz dystans i więcej siły do działania. Jeszcze nie wiem czy wróciłam. A nawet jeśli fizycznie jestem tutaj, w Polsce, to mam wątpliwości czy nie powinnam wrócić tam. Czy to właśnie w Brazylii nie jest moje miejsce.

Jedno jest pewne. Jestem coś winna miejscom, które miałam okazję zobaczyć i „obcym” ludziom, którzy z otwartymi rękami przyjmowali mnie do swoich domów, byli dla mnie jak rodzina, osobom, które mi pomagały, uczyły, opowiadały, zagadywały na ulicach. Tyle dobroci, jakiej zaznałam przez te kilka miesięcy na obcym kontynencie nie zaznałam przez całe życie. Nie było chwili, w której czułam się bezradna lub samotna. Moja wiara w ludzi została przywrócona. Czuję, że niektóre historie powinny dotrzeć do większego grona. Byłabym egoistką, gdybym chciała je zachować tylko dla siebie, więc postaram się je ocalić od zapomnienia, opisując tutaj. Mam nadzieję, że uda mi się to robić regularnie.

W oczekiwaniu na burzę...

Morro da Babilônia, w połowie drogi na Pão de Açúcar (Głowa Cukrowa). Rio de Janeiro, Brazylia.

You Might Also Like

  • Radosław Budzyński

    Czekam na więcej 😉 pozdrawiam

  • Mariola mariposa

    Nareszcie! 🙂