The only thing that you can rely on in this world is change. It’s constant.

To, czego możemy być w życiu pewni, to ciągłe zmiany. Frazes ten niezwykle trafnie odzwierciedla moje ostatnie 12 miesięcy. Wcześniej wiodłam spokojne i poukładane życie. Jak na moje możliwości. Ostatni rok studiów prawniczych, praca w korporacji, mieszkanie wynajmowane z chłopakiem. Dom, praca, dom, czasem uczelnia. Weekendowe odwiedziny obu rodzin, urlop w wakacje. Najbliższe lata już zaplanowane lub zbyt oczywiste żeby je planować. Było mi bardzo dobrze i bezpiecznie.

Co spowodowało, że pewnego dnia otworzyłam rano oczy i zdecydowałam się na zmianę? Zmianę wszystkiego? Z perspektywy czasu wiem, że dojrzewałam do tej decyzji od ponad połowy roku. Zupełnie nieświadomie. Ziarenko zostało zasiane już zimą. Wczesną wiosną wykiełkowała mała i niewinna roślinka, która późnym latem dała dorodny i soczysty owoc.

Monotonia czy strach przed ślepym podążaniem za społecznymi wzorcami? W każdym razie na pewno się nie nudziłam. To były bardzo dobre lata. W dużej mierze zawdzięczam je mojemu partnerowi, który był moim przyjacielem i wielkim wsparciem, a także doskonałym kompanem do szaleństw i głupot. Nie chciałam tylko, żeby moje życie toczyło się samo. A czułam, że tak właśnie się dzieje. Postanowiłam więc chwycić życie w swoje ręce. I tak, prawie z dnia na dzień, znalazłam pracę w Warszawie i wkrótce wyprowadziłam się z mojej rodzinnej Łodzi.

Czy musiałam postąpić aż tak radyklanie? Tak. To nie był etap, na którym zaczynało brakować powietrza, ja się dusiłam. Byłam śmiertelnie przerażona. Nie wiedziałam, w którym momencie mojego życia się obudziłam i czy nie jest już za późno. Jak płochliwe zwierzę najpierw zaczęłam uciekać, a potem wszystko przemyślałam. Odetchnęłam jednak z ulgą, mam jeszcze na wszystko dużo czasu. Ale od tej pory obiecałam sobie, że już nigdy nie dopuszczę do sytuacji, w której życie wymknie mi się spod kontroli.

Na początku musiałam zachłysnąć się powietrzem. Kupiłam kilka tanich biletów lotniczych. Co prawda w dwie strony, ale tylko dla mnie. W kilka miesięcy przypomniałam sobie o swojej niezależności w Bergamo, poznałam dwie cudowne Brasileiras w Mediolanie, spędziłam Sylwestra w Amsterdamie, rozpoczęłam rok w Berlinie, jadłam nieziemsko pyszne i gelati w Rzymie, oglądałam żłóbek na placu Świętego Piotra w iście wiosennej aurze, płynęłam Tamizą w Londynie i po raz pierwszy w życiu byłam w Hiszpanii.

Skąd miałam czas i pieniądze na podróże? Jak większość z nas nie posiadałam ani jednego ani drugiego. Wyjazdy były głównie weekendowe. Czasem zahaczały o piątki i poniedziałki, co nie powodowało większych problemów w pracy. Z braku środków korzystałam z tanich linii lotniczych (i dodatkowych zniżek wynikających z posiadania karty członkowskiej danego przewoźnika) i z portali społecznościowych takich jak couchsurfing.pl czy blablacar.pl. Raz byłam zmuszona znaleźć odpłatny, ale wciąż bardzo tani, nocleg z airbnb.pl.

Od momentu, w którym wsiadłam z dwiema olbrzymimi walizkami do pociągu w relacji Łódź Kaliska – Warszawa Centralna, a potem każdorazowo przekraczałam próg pokładu samolotu, nic nie było już takie samo. I mam nadzieję, że nigdy nie będzie. O tym, czego nauczyło mnie życie w ciągu minionego roku, a zwłaszcza podróże, dowiecie się wkrótce. Oczywiście na tych doświadczeniach nie poprzestanę, bo show must go on.

You Might Also Like