Miesiąc w Ameryce Południowej

9 grudnia wylądowałam w Sao Paulo. Zaczęła się moja wielka przygoda. Czuję jakby to było wczoraj, a dziś mija już pierwszy miesiąc mojej podróży. Czas płynie bardzo szybko. Za kilka kolejnych takich miesięcy będę z powrotem w Polsce… Z drugiej jednak strony nigdy nie nauczyłam się tak wiele o kontynencie, kraju, kulturze, podróżowaniu i o samej sobie w ciągu 30 dni.

W drogę!

W drogę!

Leżący, na każdym kroku, na ulicach Sao Paulo, bezdomni ludzie uświadomili mi jak wielka bieda panuje w całym kraju. A wysokie przeszklone budynki na Avenida Paulista jak bardzo bogaci są najbogatsi Brazylijczycy. Klasa średnia prawie nie istnieje.

Avenida Paulista

Avenida Paulista

Potem musiałam zaakceptować, że prawie nikt nie zna nawet podstaw języka angielskiego, od razu więc zabrałam się za naukę portugalskiego. Dziś potrafię już załatwić codzienne sprawy, znam nazwy owoców, warzyw, slang i śmieszne powiedzenia. Rozumiem coraz więcej. Ale to niewątpliwie zasługa miejscowych, gdyż każdy z chęcią mi pomaga, uczy i stara się żebym zrozumiała. W takim środowisku znacznie szybciej przyswaja się słownictwo.
Niegrzecznym tu jest nie odezwać się, nawet do obcej osoby w windzie czy siedzącej obok na ławce w parku. Z przyjemnością wysłuchuje historii życia po portugalsku, mimo, że zawsze uprzedzam, że rozumiem tylko trochę. Ale chyba minę robię rozumną i przytakuję w odpowiednich miejscach. Kiedy słyszę, że osoba zaczyna się coraz bardziej emocjonować opowieścią mówię „nossa…”, czyli okrzyk niedowierzania. Kiedy czuję, że pada pytanie zazwyczaj się zgadzam, chyba że jest to mężczyzna. Wtedy jestem bardziej ostrożna.

Kolejnym zderzeniem kulturowym była moja Wigilia, której nie zapomnę do końca życia.
Tak, Brazylia to przede wszystkim ludzie. Swoją otwartością i ciepłem sprawili, że czuję się tu jak w domu. Chociaż na początku bezpośredniość Brazylijczyków była pewnego rodzaju problemem. Europejczycy, może poza Włochami i Hiszpanami, nie są przyzwyczajeni do kontaktu fizycznego w zwykłej rozmowie z sąsiadem lub z zupełnie obcą osobą. Tutaj poznając kogoś całujesz go w oba policzki. Późniejsze powitania ewaluują w całusa w policzek i przytulenie. Brazylijczycy uwielbiają się klepać po ramieniu, przytulać lub w jakikolwiek inny sposób utrzymywać kontakt fizyczny podczas normalnej rozmowy. Musiałam wyzbyć się moich naturalnych odruchów obronnych, żeby nikogo nie urazić i nie być niegrzeczną. Teraz jestem już bardziej naturalna, co nie umyka uwadze Brazylijczyków. Narzekają czasem przy mnie na „brak wychowania” innych przyjezdnych. Tłumaczę im, że to raczej różnica kulturowa i że ja tu nie przyjechałam na tygodniowe wakacje w hotelu, lecz mieszkam wśród nich i staram się chłonąć jak gąbeczka wszystko, co mnie otacza.

Przyjaciele

Przyjaciele

Rio nauczyło mnie jeszcze większego dystansu do samej siebie. Nie wiedziałam, że to możliwe, ale tutejszy sarkazm, ironia i cynizm szybko mnie o tym przekonały. Mieszkańcy miasta znanego ze słynnej plaży Copacabana tłumaczą swoje poczucie humoru tym, że nic prócz tego im nie zostało. Wkręcają każdego i przy każdej okazji. Kiedy myślę, że już kogoś poznałam na tyle, że wyczuwam jego intencje, szybko zostaję ofiarą kolejnego dowcipu. Nie pozostaję jednak dłużna.

Brazylia to też natura i energia z niej płynąca. Ludzie żyją z w zgodzie przyrodą, oddając jej szacunek. Każde słowo, rzecz i zjawisko ma tu konkretną energię. Trzeba się tylko nauczyć słuchać siebie i tego co nas otacza. Odnalazłam dzięki temu prawdziwy spokój i harmonię.

Wodospad

Wodospad

Towarzystwo na szlaku

Towarzystwo na szlaku

Burza

Burza

Wyzbyłam się też wszelkich kompleksów, dotyczących wyglądu czy zachowania. Śpiewać i tańczyć można tu wszędzie. Zwłaszcza mieszkańcy Rio de Janeiro są bardzo wyrozumiali i tolerancyjni. Odmienność jest zaletą. Każdy lubi i potrafi dobrze się bawić, niezależnie od wieku, statusu społecznego i pochodzenia.

W końcu też zrozumiałam, że Brazylia nie jest niebezpieczna. Nie taki diabeł straszny jak go malują. Ci którzy dawali mi dobre rady przed wyjazdem do Ameryki Południowej nigdy w niej nie byli. Podobnie jak Ci z Sao Paulo, którzy ostrzegali przed Rio. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że jak w każdym bardzo biednym kraju kradzieże są codziennością. Ale z powodu zaostrzonego prawa są to tzw. ciche kradzieże, bez gróźb i użycia niebezpiecznych narzędzi. Wystarczy więc pilnować własnych rzeczy. Jeśli natomiast chodzi o zamach na życie czy zdrowie występuje on w takim nasileniu jak w pozostałych krajach na świecie. Oczywiście jeśli ktoś chce zobaczyć nastoletnie dzieci biegające z bronią maszynową po ulicach to też może tu to znaleźć. Wystarczy iść nocą do jednej z niebezpiecznych faweli, zwanej potocznie z powodu swojej wielkości morzem.

Fawela Vidigar

Fawela Vidigar

Fawela Vidigar

Fawela Vidigar

To nie niebezpieczeństwo powoduje tu gorącą atmosferę a wysoka letnia temperatura utrzymująca się na poziomie 45 stopni. Po mimo tego upału Brazylijczycy nie przestają jeść. Czemu się wcale nie dziwie. Jedzenie jest przepyszne. Przez ten miesiąc spróbowałam już wszystkich rodzajów salgados (słonych przekąsek), wielu tradycyjnych dań (jak np. feijoada), owoców, o istnieniu których nie miałam pojęcia (acai, caju) i słodyczy (brigadeiro!!!). Wypiłam hektolitry napoju z guaraną, Caipirinha’i czy też czystej Cachaça’y. O wodzie nie wspominając.

Acarajé

Acarajé

Owoce

Owoce

Lody Açaí

Lody Açaí

Cachaça

Casa da Cachaça

Codziennie poznaje coś nowego, codziennie coś mnie zaskakuje. Każdego dnia towarzyszy mi uczucie, że robię coś niesamowitego. A to dopiero początek mojej wielkiej podróżny.

Rio

Rio

Tak smakuje Brazylia. Tak smakuje szczęście.

Szczęścia

Szczęście

You Might Also Like

  • wspaniała przygoda!

    • Maibleiwu

      Dzięki wielkie 🙂 Sama nie mogę w to jeszcze uwierzyć… 🙂

  • Mariusz

    Świetne sprawozdanie! Naprawdę miło się czytało. I dzięki za zdjęcia. Ależ ci zazdroszczę!

  • Rafał

    Bardzo fajnie napisałas ten post. Niesamowite miejsce. Na zdjęciu z owocami rozpoznałem jeden owoc chyba. Niesamowita egZotyka! Czekam na posty z kolejnymi miesiącami i powodzenia! 😀

  • M.

    Bardzo fajnie napisane. Krótko a wszystko co człowiek chciałby wiedzieć na początek 🙂

    • Maibleiwu

      Dzięki!:) Obiecuję, że wkrótce będzie jeszcze więcej! 🙂

  • Pawel

    Masz jakies plany aby zobaczyc cos wiecej niz Rio?
    Mowi sie o polskiej goscinnosci ale po wizycie w Brazylii nasza wyglada blado. Co do przytulania na „dzien dobry” i „do widzenie” to tak jakby sam Cristo Redentor do tego zachecal.

    • Maibleiwu

      Byłam w Sao Paulu, w samym mieście jak i zwiedziłam trochę regionu: Campinas i inne małe miasteczka dookoła, kilka dni spędziłam w Ubatuba (i okolice) nad morzem. Teraz jestem w Rio. Poza miastem również staram się zwiedzić cały stan – byłam już w Buzios, Cabo Frio i Arraial do Cabo. W planach mam Ilha Grande i Paraty. Potem lecę do Foz do Iguacu. I to byłoby tyle w Brazylii. Potem zmieniam kraj. Ale już dziś wiem, że tu wrócę. Kolejny brazylijski cel to Amazonia i północny wschód – Fortaleza, Natal, Recife i Salvador (cała Bahia). W Rio mam już swoją „rodzinę” więc coś czuję, że to nie koniec mojej przygody w tym miejscu… 🙂
      Nasza polska gościnność jest inna 🙂 Nie można powiedzieć czy lepsza czy gorsza, bo to totalnie dwa różne światy. Ale jest mi tu cudownie z tymi ludżmi, tego jestem pewna!:)

  • Napisałaś to tak, że odfrunęłam…Te kolory, kraj kontrastów, owoce nie nasze (choć akurat acai to częsty składnik w suplementach na odchudzanie;)), poczucie humory i „nabieranie na każdym kroku” – niesamowite.

    • Dziękuję baaaaardzo 🙂 Jest mi strasznie miło 🙂