BARCELONA (cz. I)

Stolica Katalonii

Barcelona to przede wszystkim stolica Katalonii. Widać to na każdym kroku. Nazwy ulic, produktów na targach czy karty menu są bardzo często napisane tylko w języku katalońskim, uznanym za urzędowy. Na większości balkonów wywieszone są flagi zwolenników niepodległości tej części Hiszpanii.
Katalończycy sami o sobie mówią, że są zamknięci. Niektórzy twierdzą, że to tylko grzecznie nazwana arogancja i rasizm. Nie chcę na podstawie relacji Hiszpanów czy Polaków oceniać, ani generalizować, bo Katalończycy, których miałam okazję poznać byli przemili.

Tutejsza codzienność jest osadzona w konflikcie politycznym. Zawiła historia tworzenia Królestwa Hiszpanii rzuca cień na jej teraźniejszość i przyszłość. Jak w każdym sporze obie strony mają swoje racje. Od 1978 roku Katalończycy posiadają (na nowo) autonomię kulturalną i polityczną, najszerszą ze wszystkich hiszpańskich wspólnot autonomicznych (obok Kraju Basków). Obecnie spór dotyczy głównie pieniędzy. Mieszkańcy tego regionu podkreślają atrakcyjność turystyczną swojej ziemi i to, jaki generuje ona przychód. Rewitalizacje zabytków i rozbudowę infrastruktury finansują z własnych, lokalnych środków. Państwo zazwyczaj im w tym nie pomaga, a czasem wręcz odwrotnie. Zyskiem natomiast muszą dzielić się z ogółem.

System władzy jaki tu panuje nazywany jest generaliatem (Generalitat de Catalunya). Generaliat Katalonii składa się z parlamentu, osoby prezydenta, rządu oraz wyższego trybunału sprawiedliwości. Po mimo pozorów szerokiego zakresu władzy Katalonii separatyści nadal dążą do uzyskania samodzielności w Unii Europejskiej. W przeciwieństwie do krajów Basków, nie ma mowy o ugrupowaniach terrorystycznych działających na rzecz niepodległości. Realizacja tego planu ma nastąpić na drodze czysto politycznej.

Nie chcę tu zanudzać faktami historyczno-politycznymi, ani nie uważam się za osobę kompetentną do poruszania tego zagadnienia w szczegółach, ale jak najbardziej zachęcam do zglebienia tematu. Nam, Polakom, ciężko sobie wyobrazić tak daleko idące różnice kulturowo-ekonomiczne w obrębie jednego państwa. Katalończycy nie uważają się za Hiszpanów, więc nie czują się odpowiedzialni za pozostałą część Królestwa. Nie rozumieją, dlaczego państwo ogranicza ich kontrolę nad barcelońskim lotniskiem Prat, dlaczego nie mają własnych przedstawicielstw zagranicznych. W przeciwieństwie do mediów, które obwieszczają bliską niepodległość Katalonii, sami Katalończycy nie są takimi optymistami. Pozostaje im pielęgnować własną kulturę i uparcie dążyć do celu, niczym osioł, który jest jednym z symboli tej krainy.

Miasto Trawki

Od momentu, w którym wyszłam z lotniska Prat, podczas tygodniowego pobyty w Barcelonie, niemal nieustannie towarzyszył mi zapach marihuany. Było to dla mnie dużym zaskoczeniem, bo nie przypominam sobie, żeby to zjawisko było tak nasilone w Amsterdamie, który znany jest z tolerancyjnego podejścia do tematu trawki. Palą wszyscy. Młodzi, dorośli i starzy. Palą wszędzie. W parku, na plaży, na ulicy.

Czy palenie w Barcelonie jest legalne? Prawo zezwala na uprawianie i palenie marihuany osobom prywatnym lub robienie tego wraz z innymi w klubach cannabisowych (członkowie opłacają składki), o ile nie stanowi to działalności dochodowej.

Nieoficjalnie, suszoną konopię, można kupić po zmroku w wąskich uliczkach miasta. W ciągu dnia sprzedawcy kręcą się po bulwarze.

Miasto Morza

Morze 5 minut od centrum miasta? Tak… Coś niesamowitego! Port, bulwar i plaża nigdy nie pustoszeją. Od bladego świtu Hiszpanie ćwiczą swoją formę na świeżym powietrzu. Jogging wzdłuż brzegu morza, jazda na rowerze, deskorolce czy trening na siłowni pod gołym niebem są o tej porze roku bardziej powszechne niż sporty wodne. Przyznam, że jest to niezwykle miły dla oka widok. Niejednokrotnie leżałam na kamiennych leżakach, w okularach przeciwsłonecznych, i z ukrycia podziwiałam prężących się na drążkach mężczyzn…

Po mimo moich szczerych chęci biegałam tylko raz. Nie zrobiłam nawet 5 km. Moją uwagę przykuły piękne muszelki wyrzucone na brzeg. Wolałam pozbierać kilka na pamiątkę i cieszyć się życiem w zwolnionym tempie.

W ciągu dnia, poza gwarem dochodzącym z nadmorskich restauracji, słychać tu nawoływanie handlarzy chustami lub wysięgnikami do robienia selfie oraz muzykę. Uwielbiam muzykę na żywo w takich miejscach. To przy okazji bardzo ciekawe widowisko, ponieważ obserwujący muzyków Hiszpanie nie potrafią ustać w miejscu. Kawałek promenady zamienia się w kilka minut w jedną wielką potańcówkę.

Udzieliła mi się ta atmosfera, gdyż pewnego dnia widząc szkółkę tańca w porcie postanowiłam zmienić swój plan dnia i zatrzymać się tam na chwile. Chciałam zrobić kilka zdjęć, nagrać krótki filmik. Zostałam jednak znacznie dłużej. Muzyka porwała mnie od razu. Tańczyłam bachatę z nieznanym Hiszpanem, podczas gdy jego żona pilnowała mojego plecaka i bluzy. Zostałam jeszcze na kurs salsy solo.

Barcelona przypomniała mi o spontaniczności. Nigdy nie przywiązuj się do swoich planów, bądź gotowy na wszystko. To dobra lekcja przed moją dalszą podróżą.

Wieczorem gwar nie ustaje. Biegaczy zastępują spacerowicze. A ulice rozświetlają świąteczna dekoracja.
Morze czaruje mieszkańców Barcelony i turystów. Tworzy niepowtarzalny klimat.

Co jeszcze daje morze? Owoce… Dieta Katalończyków bogata jest w dary morza, ale o jedzeniu i życiu nocnym w następnym wpisie, już jutro.

  

 

You Might Also Like

  • Klepa

    oo jak o jedzeniu… to ja czekam z niecierpliwością 🙂

    • admin

      Wiedziałam, że Cię to zainteresuje! 🙂 Jeszcze więcej o jedzeniu będzie przy okazji Brazylii… Uwielbiam jeść!!! 🙂