Dlaczego Ameryka Południowa – czyli jak to się zaczęło

Na początku był Chaos.

Od kiedy pamiętam moim wielkim marzeniem była kilkumiesięczna podróż po Afryce. Bardzo dobrze wiem, w jakie miejsca chciałabym się tam udać. Dlatego też… jadę do Ameryki Południowej – to cała ja… Ale po kolei.

A potem było Słowo.

Od kiedy przeprowadziłam się do Warszawy jeden z moich znajomych zalewał mnie opowieściami i zdjęciami ze swoich podróży po Ameryce Południowej. Pobudziło to moją wyobraźnię. Następnie podsuwał mi literaturę. Początki były dość niewinne: Gringo wśród dzikich plemion I Rio Anaconda Wojciecha Cejrowskiego. Dalej zapadły mi w pamięć Stary Ekspres Patagoński Pociągiem przez Ameryki Paula Therouxa oraz Wyprawa wzdłuż Amazonki Eda Stafforda. Najlepszą jednak książkę o tematyce latynoamerykańskiej pożyczyła mi, niestety dopiero niedawno, koleżanka z pracy – Gorączka Latynoamerykańska Artura Domosławskiego. Moim zdaniem jest to książka, którą powinien przeczytać każdy, bez względu na zainteresowanie bądź jego brak, tym kontynentem. Liczne nawiązania do Polskiej sytuacji polityczno-gospodarczej na przełomie XX i XXI wieku pozwalają nam, Polakom, nabrać dystansu do polskiej historii i spojrzeć na nią z innej perspektywy.

W listopadzie 2014 roku pojechałam na kilka dni do Mediolanu. Mój couchsurferowy gospodarz, poza mną, przyjął również pod swój dach dwie Brazylijki. Od razu znalazłyśmy wspólny język. Trzy dni zwiedzania stolicy Lombardii wystarczyły, abyśmy się zaprzyjaźniły. Już w grudniu odwiedziłam dziewczyny w Amsterdamie, gdzie miały roczny kontakt w ramach programu Au Pair. Spędziłam tam sylwestra, a potem na parę styczniowych dni przeniosłyśmy się do Berlina. W czasie majówki Brasileiras odwiedziły mnie w Polsce. Ja natomiast dostałam zaproszenie na rodzinną, brazylijską Wigilię w tym roku. Już nie mogę się doczekać! Spędzając czas z Latynosami zauważyłam, że fascynują ich rzeczy zupełnie normalne dla Europejczyka. Różnice kulturowe bywają zaskakujące. Podczas podróży miałyśmy dużo czasu na wymianę poglądów. Ameryka Południowa stała się jeszcze bardziej intrygująca.

Z czasem książki, opowieści czy slajdowiska przestały mnie satysfakcjonować. Pojawiło się przeświadczenie, że na niektóre pytania, odpowiedź muszę znaleźć sama. Pojadę do Ameryki Łacińskiej.

O tym jak marzenia przeszły w czyny i dlaczego należy odrabiać pracę domową.

Najtrudniejszy pierwszy krok, a pierwszym krokiem jest podjęcie decyzji. Ja zadecydowałam o wyjeździe w tym samym momencie, w którym o nim pomyślałam. Tak już mam. Im mniej realny wydaje się cel, tym bardziej mam ochotę go spełnić. Uwielbiam działać. W żadnym wypadku nie robię tego dobrze. Nie ustalam planu czy grafiku. Tzn. zdarza mi się je tworzyć, ale nigdy się ich nie trzymam. Bardzo dobrze wiem jak zarządzać czasem, jak planować swoje życie, tyle, że w teorii. Przeczytałam na ten temat wiele książek, ale kierują mną emocje i lubię dawać im się ponosić. Zaczynając robić jedno, wpada mi mnóstwo pomysłów jak rozwiązać inny problem. Bez namysłu odrywam się od dotychczasowego zajęcia i rozgrzebuje kolejne. Dzięki mojemu kobiecemu podejściu sercem do tematu, nie tracę motywacji przy spełnianiu zadań długoterminowych. Skłamałabym jednak, gdybym powiedziała, że w tym przypadku szłam zupełnie na żywioł. Cel trzeba sobie zwizualizować. To jedna z podstawowych technik motywacyjnych. Tym razem, jednak, nie zrobiłam tego świadomie.

Od stycznia mój pracodawca postanowił podszkolić wszystkich pracowników z umiejętności posługiwania się językiem angielskim. Nie ukrywam, że wybrał w tym celu niesamowicie profesjonalnego lektora, który, zdecydowanie, jest nauczycielem z powołania oraz bardzo dobrym i inspirującym człowiekiem. Pewnego dnia Pan Mariusz zadał nam, w ramach pracy domowej, pytanie, czym jest prokrastynacja i jakich technik używamy, aby ją zwalczać. Podpowiedzią miały być filmiki na Youtube, oczywiście te po angielsku. Nie ukrywam, że zazwyczaj zdarzało mi się zapominać o przygotowaniu do zajęć, lecz tym razem było inaczej. Usiadłam sobie wieczorem przy stole, w półmrok, a Internet mnie pochłonął. Natknęłam się na coacha Robina Sharmę, który za klucz do osobistego sukcesu uważa wizualizacje swoich marzeń w postaci dream collage’u. Czy chciałam być jak Ci wszyscy wielcy i szczęśliwi ludzie, którzy zdobią okładki czasopism? Nie. Po prostu miałam ochotę wyżyć się artystycznie. Wydrukować i powycinać kolorowe obrazki, rozplanować ich ułożenie na dużym kartonie i przykleić. Oczywiście wielkość i miejsce każdego marzenia nie były przypadkowe. Zajęcie to skłoniło mnie do przemyśleć i, uwaga, planowania. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy, jakie konsekwencje będzie miało umieszczenie na moim dziele mapy Ameryki Południowej. Tego wieczora zasnęłam spokojniejsza, dałam upust swoim emocjom po ciężkim tygodniu w pracy.

Dalej były już tylko tzw. szczęśliwe zbiegi okoliczności. Wszystko poukładało się samo, zgodnie z moim collagem. W takich miejscach jak sklep spożywczy, metro, biuro zaczęłam poznawać albo Polaków, którzy właśnie niedawno byli w krajach Ameryki Południowej, albo obcokrajowców, którzy stamtąd pochodzą. W marcu, w Madrycie nocowałam u jednego gospodarza z Amerykanką, która ostatnie trzy miesiące spędziła w Peru. Dała mi wile przydatnych wskazówek. Wczesną wiosną postanowiłam zapisać się na tańce towarzyskie. Salsa? Bachata? Traf chciał, że akurat w najbliższy weekend zaczynał się przyspieszony kurs zouka. Co to jest zouk? Po pierwszych zajęciach okazało się, że korzeni tego stylu należy szukać na francuskojęzycznych wyspach karaibskich, ale najbardziej popularna jest jego brazylijska odmiana, zouk – lambada. Taniec wprowadził mnie w świat latynowskiej muzyki, zaczęłam tłumaczyć sobie hiszpańskie teksty. Kto by pomyślał, że osłuchanie z tym językiem przyda mi się teraz, podczas intensywnej nauki? Nie ma co ukrywać, że Ameryka Południowa jest mniej bezpieczna niż Europa, szczególnie dla samotnej i białej kobiety. Dlatego pomyślałam o podszlifowaniu mojej formy. Kondycja przyda się również przy długich trekkingach. Poza regularnym bieganiem postanowiłam zapisać się na zajęcia samoobrony. Niestety w większości warszawskich klubów fitness oferujących taką usługę grupy z powodu braku chętnych się nie utworzyły. Nie mając pojęcia o sztukach walki bałam się iść do tradycyjnej szkoły. I tu znowu maczał palce Pan Przypadek. Otóż, któregoś dnia w pracy, podsłuchałam w kuchni rozmowę dwóch koleżanek. Ponieważ temat bardzo mnie interesował, postanowiłam, licząc na wyrozumiałość, wtrąciłam się do rozmowy. Już dziś miał rozpocząć się bezpłatny 3-miesięczny kurs samoobrony dla kobiet organizowany przez Uczniowski Klub Boksu Modliszki I Dzielnica Wilanów pt. „Kobieta bezpieczna w Wilanowie”. Zainteresowanie warsztatami było ogromne, na szczęście, dla mnie, po pierwszych zajęciach, z powodu terminów czy dojazdów, wykruszyło się kilka osób i wskoczyłam w ich miejsce z listy rezerwowej. Po ponad dwóch miesiącach mogę śmiało stwierdzić, że udział w programie był jedną z lepszych decyzji. Świetna zabawa połączona z przyswajaniem niezbędnej wiedzy dotyczącej samoobrony, psychologii agresji, prewencji kryminalnej oraz podstaw prawnych np. takiej instytucji jak obrona konieczna. Polecam wszystkim kobietom każdą następną edycję! Zastanawiam się czy nie minęłam się z powołaniem. Po trzech miesiącach nie będę mistrzem kung-fu, ale w mojej głowie zaszło wiele zmian. Załapałam bakcyla i chyba będę to kontynuować po moim powrocie. Chyba, że pochłonie mnie brazylijskie jiu-jitsu lub capoeira i będę trenować u źródła. Kto to wie?

Życie jest fascynujące. Czy na pewno ja decyduję o sobie? Czy jestem kowalem własnego losu? Czy może to jakaś Siła Wyższa, Przypadek, Szczęście… Nazwij to jak chcesz. Nie zamierzam liczyć na to, że wszystko samo się ułoży. Pracuję na swoje szczęście, chociaż nie ukrywam, że czuję nad sobą Opatrzność. Gdzieś tam mam swojego Opiekuna, który nade mną czuwa.

Człowiek bez marzeń umiera – Ryszard Riedel

Po mimo tego, że spełnianie mojego marzenia o podróży po Ameryce Południowej jeszcze się nie zaczęło, wiem już, jakie destynacje będą następne. Boje się „umrzeć”, więc muszę mieć kilka marzeń w zapasie. One na pewno się nie przeterminują. Będą powoli dorastać, aż któregoś dnia wydadzą owoc.

You Might Also Like

  • Pan Mariusz

    Joasiu, wspaniała historia. Piękny początek cudownej przygody. Jestem przekonany, że dzielnie stawisz czoła wszystkim przeciwnościom, pokonasz wszystkie przeszkody, poniesiesz wszelkie trudy. Twoje życie już nigdy nie będzie takie samo. Z uwagą będę śledził twoje podróże i przygody. Wszystkiego najlepszego!